roody102 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

Archiwum oczywiście zostaje, ale od dziś czytelników blogaska zapraszam pod nowy adresy:
roody102.blogspot.com

Na razie jest tam pusto, a w dizajn mam z rozdzielnika, ale to się, mam nadzieję, uda zmienić w sposób prostrzy, niż tu. Stan obecny proszę więc traktować jako przejściowy :)

zycienapodsluchu.jpgObejrzałem ten film z oczekiwaniami rozbudzonymi przez docierające do mnie urywki recenzji i komentarzy. Usłyszałem, że w dobie szalejących lustratorów jest to film ważny i dający do myślenia. Niestety – niczego takiego nie zobaczyłem.

„Życie na podsłuchu” bez wątpienia trafia w czas dyskusji o grzechach przeszłości, która toczy się nie tylko w Polsce. Rozliczanie przeszłości, to rzecz która różni między sobą drogę krajów dawnego bloku wschodniego po roku 1989. Ale pomimo różnic nie ma wśród nich kraju, gdzie rozdział ten byłby raz na zawsze zamknięty. Podobnie jest w Niemczech, gdzie na kwestię rozliczeń nakłada się jeszcze sprawa wzajemnego zrozumienia między mieszkańcami wschodnich i zachodnich landów. „Życie na podsłuchu” to próba zmierzenia się z tym problemem podjęta przez reżysera z Zachodu. Próba, w moim odczuciu, niezbyt udana.

Rzecz dzieje się w trójkącie. Jest pisarz, dramaturg, który póki co unika jakoś konfliktu z systemem – toleruje się go, a nawet wystawia jego sztuki. A jednak i on wie, w jakim świecie żyje. Chce o tym napisać do zachodniej gazety, lecz nie mówi o tym swojej żonie, aktorce. Oboje nie mają pojęcia, że na strychu zainstalował się trzeci bohater dramatu, oficer Stasi, który podsłuchuje ich na zlecenia ministra o względy zony pisarza zabiegającego. Szpieg poznaje życie pisarza w najdrobniejszych szczegółach i chyba czegoś zaczyna mu zazdrościć. Ta zazdrość pcha do niepojętego – i, co ważne, nie znajdującego żadnego precedensu w archiwach Stasi – gestu; ratuje pisarza przed aresztowaniem.

Już na tym poziomie film rozmija się nieco z prawdą o Stasi, która pośród komunistycznych służb specjalnych była bodaj najbardziej fanatyczna i przez to najmniej podatna na wykorzystywanie w prywatnych celach. Gdzie jak gdzie, ale w NRD taki minister długo by się raczej nie uchował. Podobnie zresztą, jak nie byłby wystawiany dramaturg nie wielbiący socjalizmu. Załóżmy jednak przez moment, że to tylko drobne nieścisłości, które jeśli nie w NRD, to w innym kraju dawnego bloku zdarzyć się mogły.

„Życie na podsłuchu” wciąż nic nie powie nam o sporach toczących się teraz w Polsce. Nie odniesie się do aktualnych kwestii rozliczeń, ani nawet nie da odpowiedzi na pytanie o sprawiedliwość dziejową. O dalszych, poprzełomowych losach bohaterów dowiemy sie tylko tyle, ze agent jak był, tak pozostał samotny. Za chwilę słabości skazano go – znów trochę bez wiedzy o realiach jest to wymyślone – na pracę w oddziale cenzurującym pocztę. Po 1989 roku został listonoszem, który pewnego dnia w księgarni trafił na… dedykowaną sobie książkę dramaturga. Jakby happyend? Tylko że piękna żona pisarza zginęła pod kołami ciężarówki – i o tym w całym filmie jest najmniej. O śmierci, śledztwach, przesłuchaniach – to pokazane jest bardzo umownie. Listonosz? Pal sześć – a co z tymi, którzy do dziś są u władzy? Ten film nic nie mówi o aktualnych sprawach – to po prostu historia miłosna osadzona w niezbyt realnym socjalizmie.

Życie na podsłuchu
Das Leben Der Anderen
scen. i reż. Florian Henckel-Donnersmarck
Niemcy, 2006
size>


  • RSS