roody102 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

W piątek w telewizji mógł ich oglądać niemal każdy Polak. To nie zdarza im się często – zazwyczaj nie ma ich w mediach. Jeśli, to w lokalnej prasie, najczęściej w kontekście afer i przekrętów. A tu nagle taka okazja!

O kim mowa? O radnych miasta stołecznego, oczywiście. W sumie jest ponad cztery setki w radach dzielnic – nieliczni szczęśliwcy w liczbie bodaj 60-ciu zasiadają w radzie miasta. To wbrew pozorom całkiem ważny organ w skali kraju – dysponuje naprawdę wielkimi pieniędzmi i całkiem realną władzą. A że rządzenie stolicą może się politycznie opłacać przekonywać dziś w Polsce nikogo nie trzeba.

Mimo tak wielkiego wpływu, radni miasta pozostają zazwyczaj dość anonimowi dla jego mieszkańców. Nie ma ich w telewizji – a prasę lokalną czytają nieliczni. Trudno się więc dziwić, że lokalni działacze mają pewnie poczucie bycia niedocenionym.

Tym bardziej nie dziwi więc show, jaki dali w piątek, gdy w sali warszawskiej Pałacu Kultury pojawiły się kamery kilku stacji telewizyjnych w tym tej jednej, która całość transmitowała na żywo.

Dali popis. Populizm, chamstwo, prymityw, kpina z demokracji – wszystko to mieliśmy w dużej dawce. Z mojego rozeznania wynika, że wielu widzów było w szoku, że to może tak wyglądać.

A ja się cieszę. Jako dziennikarz lokalnej prasy miałem nie raz okazję chadzać na sesje rad dzielnic i miasta. I nie raz już widziałem ten arsenał środków, z których się na nich korzysta. Nie raz widziałem, jak nasi przedstawiciele, naszymi głosami wybrani, wrzeszczą, plują, gwałcą zasady logiki. A im bardziej emocjonujący temat – autostrada, spalarnia, wyspisysko – i im więcej na sali mieszkańców okolicy, tym większe natężenie głupot, bzdur i chamstwa. Ale przede wszystkim cynizmu, kłamstwa i populizmu. I pogard dla zasad logiki – do niej czasem odwołują się na takich sesjach zaproszeni goście, czyli, najczęściej rzucani na pożarcie projektanci kontrowersyjnych rozwiązań, takich jak autostrada w miejscu, gdzie zaplanowano ją 40 lat temu, a teraz obok stoją nowe osiedla.

Zawsze mówiłem, że każdy powinien przynajmniej raz pójść na taką sesję, żeby zobaczyć, jak w praktyce wygląda najniższy szczebel demokracji, co to są partyjne doły i kto dysponuje naszymi pieniędzmi oraz w jaki sposób się te decyzje kształtują. To odziera z wielu złudzeń co do pożytków z demokracji przedstawicielskiej.

Cieszę się, że w piątek mieli szansę przekonać się o tym ci, który nie mają czasu, by pójść na sesję w swojej dzielnicy. A ci, co nie oglądali, powinni skorzystać z faktu, że to jeszcze nie koniec walki o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz.

I tu, na marginesie, mój komentarz do tej sprawy. Jeśli ja spóźnię się dwa dni ze składaniem jakiegoś urzędowego świstka we właściwym okienku, to nie ma przebacz. Nie powinno więc być przebacz i tu – można się zastanawiać, czy prawo jest dobre i czy nie należy go zmienić, ale na dziś Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna przyznać, że zrobiła błąd i… zgodzić się na szybkie wybory. Jestem pewny, że wygrałaby je w cuglach, bo kontrkandydata nie ma.

Szarpiąc się, tłumacząc nieporadnie i codziennie inaczej sprawia wrażenie, że kurczowo trzyma się stołka i traci sympatię.

Nie przekona mnie nigdy argument, że wybory to wydatek. Podobno rzędu 3 milionów złotych, czyli tyle co dwa nowe autobusy. Niewiele, w skali Warszawy. A demokracji się nie powinno przeliczać na złotówki, bo argumentu, że nie opłaca się organizować głosowania może potem użyć każda władza w dowolnym momencie.

Zresztą rok temu, gdy PiS zastanawiał się, jak przeciągnąć zarząd komisaryczny w Warszawie do końca kadencji to PO podnosiła takie argumenty i opowiadała się za dodatkowymi wyborami na rok. Teraz byłyby to wybory na ponad 3,5 roku – i nie opłaca się? Cóż, jeśli kandydatce PO się to nie opłaca, to mi przestaje się chyba opłacać na nią głosować, gdyby do tych wyborów doszło. Choć nie zanosi się – będzie się pewnie odwoływać i jakoś się wybroni. I w sumie dobrze, bo generalnie zgadzam się z tym, że ten przepis trochę sprzeczny jest z duchem demokratycznego werdyktu. Tylko wolałbym, by pani prezydent się przed nim broniła z klasą. Z klasą byłoby oddać się ponowie w ręce wyborców i tym sposobem utrzeć opozycji nosa.

… zaskoczyła drogowców i nie tylko ich.

zima1.jpg

W trudnej sytuacji postawiła rowerzystów…

zima2.jpg

… i ekologów. Oby do wiosny :)

oczy.jpg

Twarze za drutami. Zagadka – gdzież to? :)

palac.jpg

Godność

12 komentarzy

ogloszenie.jpg

Ta karteczka pojawia się na drzwiach mojego bloku raz na kilka miesięcy. Kilka słów skreślonych ręką starego człowieka – rozedrgane litery noszące ciężar niełatwego życia mówią więcej, niż nie jedna gruba księga.

Widzę w nich mojego Dziadka i dziesiątki jego małych karteczek, właśnie takich, wyrwanych ze starego brulionu, pociętych na małe, bardziej przecież poręczne, mieszczące się w kieszeni kurtki. Skrupulatnie notował na nich swoje pomysły, zapisywał spostrzeżenia i pilne sprawy. Zresztą nie wiem, co tak naprawdę notował – nigdy ich nie czytałem. Widzę stare długopisy na wkłady inco ze srebrną, metalową górną częścią i dolną, czarną lub ciemnozieloną, z tworzywa sztucznego. Piszące na niebiesko. I litery, z czasem coraz mniej kształtne. I klej – gumę arabską, w śmiesznych szklanych buteleczkach z gumowym dozownikiem przypominającym smoczek butelki dla dzieci, której zawsze miał zapas.

Widzę też tego człowieka, który ostrzy narzędzia starą maszyną, choć chyba nigdy go nie spotkałem. W środę też nie będzie mnie w domu. Gdy zadzwoni do drzwi, usłyszy wrzaskliwe szczekanie starego psa, który ożywia się tylko wtedy, gdy ktoś dobija się do mieszkania.

Widzę stare, porysowane czasem dłonie, które z pomocą maszyny przywracają do świetności ostrza kupione za 99,99 w hipermarkecie, gdzie są ich tysiące, w extra promocji i jeden gratis. Starą maszyną napędzaną wymyślnym system kółek zębatych albo pasków klinowych ratuje to, o co nikt nie dba. Nóż się stępił? Trudno, kupi się nowy za 99,99… Szum koła zamachowego, zgrzytnięcie mechanizmu tak starego, jak on sam. Niemal z innej epoki.

Widzę też godności. Widzę, jak walczy, by pozostać po stronę tych, którzy mają pracę, którzy robią coś, by się utrzymać lub chociaż dorobić. Nie wyciąga pustej ręki.

Rzemieślnik. Krąży po mieście po systematycznie zaplanowanej trasie, od jednego osiedla do drugiego. Trasie z roku na rok krótszej, skróconej płotami nowych osiedli, na które nie ma wstępu. Co jakiś czas powraca, by taśmą porwaną na małe kawałki starannie przykleić karteczkę, którą w środę, koło godziny 20 sam odklei z drzwi mojego bloku.

Otóż, o ile się nie mylę, to zdjęcie w telefonie pochodzi z nocy sylwestrowej, a konkretnie z drogi na imprezę.

wody.jpg

Prorocze :)

Zagadka

5 komentarzy

USA w Warszawie – gdzie dokładnie?

usa.jpg

Pokój

2 komentarzy

Tak wygląda mój pokój w nocy. Dioda na obudowie komputera oświetla rower.

pokoj.jpg

Dwie zabaweczki małego Karolka :)

:-(

2 komentarzy

Od doby na jedynkach wszystkich portali to samo zdjęcie. Uśmiechnięta buzia siedmioletniej dziewczynki, którą… Wszyscy wiedzą co… a ja nie mam zdrowia, by to opisywać.

Kilka dni temu napisałem tę notkę. Przeczytała ją moja Mama i potem chwilę rozmawialiśmy o tym, co się zmieniło na osiedlu. I o pokoleniowych różnicach.

Czy Państwo sobie wyobrażają dziś, że matka zawozi czteroletnie dziecko windą na parter, a ono biegnie samo do piaskownicy, którą owa matka widzi z okien nastego piętra. Albo i nie widzi, bo ma okna z drugiej strony bloku. Ale wie, że kręci się tam kilkoro innych bachorów i przynajmniej ze dwie mamy czy babcie. A mamy i babcie wszystkie się z widzenia (a raczej z kolejek, bo to te czasy przecież)znają, bo to bloki z jednego rocznika i dzieci, by tak rzecz, z jednego miotu.

To się nie działo w małym mieście, ani w żadnej lewackiej utopii – to się działo w Warszawie lat temu dwadzieścia. My – dzieci z jednego miotu – wychowaliśmy się na podwórku, pod bardzo dyskretną i na dzisiejsze standardy niewyobrażalnie swobodną opieką rodziców. I nigdy nic się nie stało – nikt nie porwał, nie zabił i nie zgwałcił żadnego dziecka.

Jak to było możliwe? Ja nie wiem.

r2-d2.jpg- Help me, Obi-Wan Kenobi; you’re my only hope.


  • RSS