roody102 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

Układ rozbity. Okazało się, że Pies Pluto nie jest planetą. A przeca Kazik dawno przewidział to na podstawie Gwiezdnych Wojen:

Na wysokim stanowisku czyny są nie te
Możesz zniszczyć nawet całą planetę
I nikt złego słowa nie piśnie
Nawet przed obliczem senatu

Gdzie tedy idą podatników pieniądze
Urzędowa grabież najbardziej jest nęcąca
I kto się dowie, że Jabbowie, ci bandyci
Pod stołem finansują by zostawić ich w spokoju

Można było się spodziewać, że to pan, Komandorze
Tarkin to zrobił, hare hare
Można było się spodziewać, że to pana, Komandorze
Tarkin to dzieło

Diz uan iz dedikejted tu Kazik sie skonczyl.

A swoją drogą nie bardzo rozumiem emocje, jakie wywołuje tu i ówdzie (np. na jedynce GW) wiadomość o tym, że Pluton nie jest już planetą. Zmienia to coś komuś? Dotyka kogoś personalnie? Może tych, co ukradli Księżyc, może to o to chodzi?

„Głos zabrali też astrologowie. Zaniepokoili się tym, że jeśli Pluton przestanie być planetą, to wielu ludziom – zwłaszcza spod znaku Skorpiona – na zawsze zmieni się wróżona przez nich przyszłość.(…)
- Za mały na planetę? Nonsens – wypowiedział się w magazynie „Time” astrolog Michael Lutin. – Pluton ma siłę, by dokonywać zmian w ludzkim życiu. Może zmienić idiotów w geniuszów, więc może jest jeszcze nadzieja dla naukowców.”

A co na to mieszkańcy Plutona? Pytał ich ktoś o zdanie? Głosowali w referendum?

A generalnie chodzi mi o to, że w ogóle nie rozumiem zamieszania wokół tej historii – ani czemu to ląduje na czołówkach gazet, ani tego, że wywołuje ożywione reakcje czytelników. No chyba, że to ten sam target, co mają go horoskopy…

Na „jedynce” środowej „Gazety Stołecznej” opublikowano tekst Izabeli Szymańskiej o sytuacji lokalu po klubie LeMadame. Przetarg na jego wynajęcie zakończył się fiaskiem i miejsce stoi puste. Redaktorowi naczelnemu „Stołka” – podobnie zresztą, jak mnie – żal tego klubu i tego miejsca, które się marnuje. Seweryn Blumsztajn opatrzył czołówkowy tekst takim oto komentarzem:

Tak musiało się to wszystko skończyć. Zniknęło ciekawe kolorowe miejsce Le Madame, a lokal po nim stoi pusty. Bo burmistrz Brodowski i jego partia nie lubią pedalstwa, lesbijstwa, lewicowców, ekologów, kolorowych i różnych takich.

Mam propozycję dla burmistrza: niech wynajmie lokal po Le Madame jakiejś agencji towarzyskiej. Burdel to instytucja tradycyjna i heteroseksualna. Przywiązani do tradycji i wartości chrześcijańskich radni PiS-u na pewno poprą taką decyzję. A my przynajmniej nie będziemy płacić za utrzymanie ogromnego pustego lokalu w najatrakcyjniejszej dzielnicy miasta.

O ile z myślą w nim zawartą właściwie się zgadzam, o tyle formą jestem przerażony. Na takie komentarze pozwalali sobie dotychczas wyłącznie internauci z forum gazeta.pl. Rozumiem rozgoryczenie, ale przeraża mnie, że gazeta używa takiej retoryki.

Wcześniej zdarzało jej się cytować co ciekawsze głosy z forum, w tym moje, co zresztą pozwoliło mi później zaczepić się w „Stołku” i nauczyć się tam podstaw zawodu.

Nie ustając we wdzięczności za to cenne doświadczenie pozwalam sobie zasugerować, by jednak nie zmieniać kierunku tak radykalnie i jednak pozostać przy wciąganiu na łamy tych internautów, którzy piszą do rzeczy, niż pisać komentarze w stylu tych pozostałych, będących zresztą i bez tego w liczebnej przewadze.

No chyba, że Seweryn Blumsztajn chce w ten sposób być „bliżej ludzi”. Ale to nie musi się spodobać radnym PiS-u. Mogą wręcz posądzić naczelnego o plagiat.

Helikoptery

4 komentarzy

Nie, nie chodzi o typowy efek przy zasypianiu po alkoholu. Chodzi o prawdziwe helikoptery. Bojowe. Najpierw rano obudził mnie klucz Mi-8 lecących na Bemowo a potem, po południu siedzę sobie w knajpie przy Nowym Świecie, a nade mną cztery Mi-24…

helikoptery01.jpg

Jutro dzień wojska polskiego. Może w czasie uroczystej zmiany wart spuszczą się z nich komandosi i porwą Kaczyńskich…

helikoptery02.jpghelikoptery03.jpg

… na Białoruś :P

Wróciłem…

1 komentarz

… z wakacji, co wcale nie jest takie fajne. Ale taki los. Tu jest kilka zdjęć z wypadu do Krakowa:

http://picasaweb.google.com/roody102/Krakow2006

A po prawej nowy link do innych albumow ze zdjeciami, w tym do zdjec z pokladu B-17, ktory to link byl w wiadomej notatce, ale doszly mnie sluchy, ze nie rzucal sie w oczy i kilka osob przeoczylo.

Oczywiście…

1 komentarz

… po 6 tygodniach afrykańskich upałów pogoda musiała się zepsuć na dzień przed moim urlopem. Czemu mnie to nie zaskakuje?

urlop.jpgPoranne oczekiwanie na autobus

Tak czy tak przez tydzień będę offline. Czego i Państwu życzę :)

Sally B

2 komentarzy

Pierwszy raz od kilku lat w Godzinę „W” nie byłem w Śródmieściu. Wiozący mnie taksówkarz nawet nie stanął, bo na Służewcu nie było słychać syren. Kierowaliśmy się do Wojskowego Portu Lotniczego, skąd startowała Latająca Forteca

b17_01.jpgSally B na płycie Okęcia

Wystartowaliśmy dwie godziny po tym, jak z pokładu samolotu nad Warszawą rozrzucono ulotki przypominające, by o 17, gdy zawyją syreny, stanąć i minutą ciszy uczcić powstańców. To rozrzucanie udało się zresztą średnio, bo wiatr poniósł ulotki daleko od miejsc, gdzie ich oczekiwano. Ale samolot i tak zrobił na warszawiakach wielkie wrażenie. Dwie godziny później zabrał na pokład kilku szczęśliwców. Byłem wśród nich.

W małym, bardzo zresztą przyjemnym terminalu wojskowego lotniska panowała atmosfera podniecenia i nerwowości. Tylko załoga Sally B (znanej także jako Ślicznotka z Memphis, przylgnęło do niej bowiem imię samolotu, w który wcieliła się na planie filmowym) zachowywała iście brytyjski spokój. No ale pilot tej Latającej Fortecy wylatał 20 tysięcy godzin. Może się znudzić.

b17_02.jpgZałoga Sally B i Piotr Śliwowski z Muzeum Powstania Warszawskiego (z prawej)

Nim wyszliśmy na płytę lotniska, dostaliśmy skafandry, takie same jak załoga. Właściwie nie ma to chyba żadnego uzasadnienia, poza estetycznym. Ale wygląda naprawdę fajnie. Musieliśmy jeszcze podpisać papiery: że lecimy na własne ryzyko i że zdajemy sobie sprawę z tego, iż żadne ubezpieczenie nie obejmuje ewentualnych skutków naszej decyzji. I jeszcze osobny papier, że zaliczyliśmy szkolenie z podstaw bezpieczeństwa. Wyglądało tak:
- W razie czego odciągacie te czerwone klamry i skaczecie przez drzwi – powiedział jeden z członków załogi. – Chodźcie dalej – dodał i przeszedł do innej części samolotu. – Ewntualnie odciągacie te cztery klamry i wyskakujecie tędy – pokazał na szybę w dachu, tam gdzie B-17 miał kiedyś tylną wieżyczkę.
- To znaczy, że dostaniemy spadochrony? – spytał jeden z pasażerów.
- Nie, to są instrukcje na czas startu i lądowania. Jak coś się stanie w powietrzu… – zawiesił głos nasz instruktor. Przekaz był jasny.

b17_03.jpg

Wnętrze samolotu jest zaskakująco obszerne. To prawda, lecieliśmy bez bomb. Ale zdziwiło mnie to, że właściwie w całym kadłubie jest pełna wysokość stania. I straszny bałagan: jakieś teczki, ciuchy, narzędzia. Trochę to przypomina wnętrze jachtu na Mazurach. Tyle, że z burt jachtu rzadko wystają karabiny maszynowe.

Pierwszy silnik. Wnętrze samolotu wypełnia huk a cała maszyna zaczyna się trząść. Minie dobrych kilka minut, nim wszystkie silnik zaczną pracować a Sally B powoli zacznie się toczyć po płycie lotniska. Biorąc pod uwagę, ile to trwa, zastanawiam się, jak w ogóle możliwy był start konwoju złożonego z setki takich maszyn…

b17_04.jpgb17_05.jpg

W pewnym momencie zaczynam przypominać sobie film „Ślicznotka z Memphis”. Niedawno widziałem go znów, w telewizji. Trochę się zestarzał. Efekty – wtedy powalające, był to bodaj pierwszy film, w którym tak sfilmowano sceny walki w powietrzu – dziś nie robią specjalnego wrażenia. Jeszcze bardziej zestarzały się środki wyrazu; to kino familijne, a nie film wojenny. A przecież minęło raptem 15 lat, odkąd oglądałem go w kinie i to całkiem mocno wzruszony. Najbardziej zaś zapadła mi w pamięć scena, w której Niemcom udaje się odstrzelić dolną wieżyczkę bombowca. Gdy sobie o tym przypomniałem, dopiero dotarło do mnie z całą mocą, że lecę tym samym samolotem. Zacząłem się uważniej przyglądać, tym bardziej, że byliśmy już w powietrzu i pozwolono nam wstać z foteli. Te ostanie, to jeden z niewielu elementów, które nie są tu oryginalne. Tymczasem samolot kierował się nad Piaseczno i szerokim łukiem nad Konstancinem wracał do Warszawy. Niesamowita prędkość – mija kilka sekund a my mijamy całe dzielnice. Wilanowa nawet nie zauważyłem. Siekierki, Wisła, Gocław…

b17_06.jpg

… Praga i już Żerań, Marymont (leciałem nad swoim domem!)… Szybko zszedłem do nosa samolotu. Spore wrażenie robi widok z krzesła w samym dziobie – w dole coś jak Google Earth, tylko że bliżej, szybciej i na żywo. Przez celownik widać ludzi idących ulicami. Ale nie ma nawet czasu tego wszystkiego ogarnąć, bo mijamy już Żoliborz…

b17_07.jpg

… Stare Miasto, Centrum…

b17_08.jpg

… i nim z dziobu wrócę do kabiny pilotów będziemy nad Mokotowem. Jak w ogóle możliwe było trafienie czymkolwiek – bombami czy zasobnikami z pomocą – we właściwe miejsce?

Pół godziny lotu mija błyskawicznie. Nie lecimy już nad Muzeum Powstania – zbliżamy się do Okęcia. – Zapinajcie pasy – woła załoga. Nim się usadowimy samolot siedzi już na ziemi. Nie skacze, nie trzęsie – ląduje z gracją. Dopiero szarpnięcie hamulców uświadamia nam, że jesteśmy na ziemi. I już. Po wszytskim. Dwadzieścia minut w powietrzu, dwieście niezbyt ostrych zdjęć i w głowie jedna myśl: leciałem Ślicznotką z Memphis. Gdyby mi ktoś powiedział 15 lat temu, po wyjściu z kina, że to możliwe – popukałbym się w czoło.

Teraz został mi tylko lot w kosmos. Ale, jak mówi Piotr Śliwowski, który najpierw zbudował w muzeum replikę Liberatora a teraz sprowadził do Warszawy Latającą Fortecę, impossible is nothing. Żywa reklama adidasa.

Wpadamy do terminalu. W barku zamawiamy po szklance whisky i wyrzucamy z siebie potok wrażeń i westchnień. Na barmance nie robi to najmniejszego wrażenie. Swoje musiała w tym barku widzieć. W końcu to stąd odlatują nasi politycy i wojskowi.

Chciałbym coś dodać, opisać to jakoś barwniej, ale nie czuję się na tyle zdolny, by dać czytelnikowi namiastkę wrażenia, jakie robi lot autentycznym bombowcem nad Warszawą i to w takim dniu.

Więcej zdjęć Sally B.

Uprzedzam ewentualne pytania:
- zdjęć ze środka jest mało, bo wyszły słabo – było ciemno i trzęsło,
- zdjęcia miasta też nie powalają, bo słońce było już nisko i domy były słabo oświetlone,
- nie mam zielonego pojęcia, co to za miś naklejony na nosie samolotu :)

A tu są zdjęcia cytowanego w notce o inscenizacji walko o Redutę PWPW Piotra Bernasia z tejże inscenizacji: PWPW.

Dziś nie dam rady obrobić zdjęć ani opisać wrażeń. Zresztą co można dodać? Tak wyglądał Warszawa ze szklanego nosa Latającej Fortecy:

b17_00.jpg


  • RSS