roody102 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

kibelek07.jpg

Humor może i british, ale Wirtschaft zdecydowanie polnische…

… czyli fotki, które się odleżały.

Dwa tygodnie temu byłem na wojnie. No, nie takiej prawdziwej, ale fotograf, który był w Iraku mówił, że nawet podobnie to wygląda:

cora1.jpgcora2.jpg

Windows 98, jak widać, na śmietniku historii, razem z tabliczkami o przestrzagniu przepisów BHP z czasów nieco dawniejszych.

Zdjęcia zrobiłem w dawnych zakłdach Cory na Terespolskiej, gdzie ma teraz stanąć osiedle. Rumowisko robi niezsamowite wrażenie. A zagnał mnie tam temat, który daliśmy na czołówkę z podobnym zdjęciem – tyle, że byli na nim ratownicy z Warszawskiej Grupy Wysokościowej. Z braku internetowej wersji naszej gazety posilę się skanem z ich strony:

http://www.s12.pl/site/view/Image/id/5095?context=18

Tydzień później reaktywowali się Bobole. Pretekstem była oczywiście parada Schumana. Ale że tego dnia przez Krakowskie szedł też marsz antygiertychowy, to zostali dłużej. To było o tyle śmieszne, że w marszu antygiertychowym szła głównie Pracownicza Demokracja, która nie jest chyba taka prounijna?

Marsz: – Koscioly do spalenia!
Bobol: – Glupota do leczenia! – To starcie wygrał.

Poza tym było raczej bardziej żenująco. Wycieranie butów flagą UE… Ale na moje pytanie skierowane do patrolu policji, czy to aby nie jest ścigane z urzedu, Bobol (nagrywał moje uwagi na dyktafon, co najbardziej zaskoczyło policjantów – powiedziałem, żeby się nie przejmowali, panowie mnie nagrywaja, bo my się znamy od paru lat z tego miejsca przecież. Bobol przywitał to nawet uśmiechem) odpowiedział, że nie, bo flaga UE nie jest symbolem państwowym. Nie wiem, nie chciało mi się sprawdzać, a policja powiedziała, że jak mi się nie podoba, to mogę złożyć zawiadomienie, oni mają dane organizatorów demonstracji, to potem do nich dotrą operacyjnie najwyżej. Mądra ta nasza policja.

A poza tym Bobole mają nową ideologię – transparent z napisem „Nie chcemy byc niczyją tarczą w wojnie wschodu z zachodem”. A tu stare dobre credo:

bobole_2006.jpg

Generalnie sobota na Trakcie była ciekawym dniem – budowa ołtarza wre, w „parku socjologa” wystawa wielkich zdjęc z Warszawy AD 1926 i przechadzający się młodzi ludzie w strojach z epoki, kwartet smyczkowy, ludzie uśmiechnięci – jak nie w Polsce. Oprócz tego parada Schumana, marsz, Bobole i co tam jeszcze.

A, no tak, juewenalia i zadyma kiboli…

kibole1.jpgkibole2.jpg

Ile trzeba wypić, by wypierdolić dziurę w suficie autobusu? O stratach nie piszę – pisałem w pracy ;P

Tytułowa instalacja składa się z charakterystycznego krawata i znanego wszystkim korzenia buraka:

wicepremier.jpg

Brat przyniósł to z wczorajszej demonstracji – pierwszej reakcji na nowe nominacje rządowe. Cóż… To jest to, na co Polska czekała pół roku, mówił Jarosław K. a jak Jarosław K. mówi, to… wszyscy słuchają!

benedek.jpg

Janek Benedek – kiedyś podpora zespołu T.Love, rozszedł się z Muńkiem w okolicznościach, w które dziś nawet nie chce się wnikać. Nagrał właśnie solową płytę pod wiele obiecującym tytułem „Oldschool Party”

Narobiłem sobie na nią smaku; pomyślałem, że gitarzysta, który grał w T.Love w najlepszych czasach tej grupy może nagrać coś naprawdę ciekawego. Niestety, przesłuchałem i przekonałem się, że „oldschool” to już dziś tylko kolejne słowo-klucz, które w istocie nie znaczy nic. No chyba, że przez starą szkołę rozumiemy polskiego rocka z pierwszej połowy lat 90. Pierwszy utwór, pierwszy riff, pierwszy wers i głos kojarzą mi się z Irą w najgorszym (najlepszym?!) wydaniu. Potem bywa trochę lepiej, ale to wciąż jest niestety ten typ muzyki. Rock, owszem, energetyczny, ale strasznie prosty, by nie powiedzieć, że prostacki. A teksty… „Jestem jak napięta sprężyna / Poczuj jak wypełnia mnie siła” – to mówi samo za siebie, niestety.

Zdarzają się kawałki ciekawsze, przede wszystkim muzycznie, bo tekstowo najmniej przeszkadzają te, które są po angielsku. Po prostu moja wrażliwość na banał w obcym języku jest mniejsza. Ale to całego oglądu nie zmienia. Płyta jest banalna, muzycznie niezbyt odkrywcza i w całości raczej niestrawna. Dużo bardziej przekonuje mnie proste rockowe granie w młodszym wydaniu.

ihaterocknroll.jpg

Muniek powiedział o tej płycie, że jest esencją T.Love, że zawiera wszystko, co się w nim nawarstwiło przez lata grania z zespołem. To spora odmiana, biorąc pod uwagę, że niecałe dwa lata temu twierdził, iż ma już dość rock and rolla i w ogóle nie czuje potrzeby nagrywania kolejnej płyty. Na szczęście zmienił zdanie i nagrał całkiem przyzwoitą rzecz, co przyznają nawet ci, którzy przez ostatnich kilka albumów zarzucali mu komercjalizację i inne grzechy główne artysty, który, wiadomo, wiarygodny i płodny bywa tylko głodny.

Nie chcę rozliczać tego okresu – ja uważam, że na większości płyt od „Al Capone” do „Model 01″ zdarzały się utwory dobre, choć może na tej ostatniej najtrudniej byłoby je wskazać. Nawet na „Best.Love” trafiło się „Zero” – utwór o bardzo muńkowej, bardzo t.loveowej poetyce, która jest mi wciąż bliska. Ale zadziorności „Prymitywa” im brakowało.

A tymczasem na „I hate…” ta zadziorność jest. Płyta zaczyna się świetnie, z czadem, który na wejściu daje jej punkty za miłe zaskoczenie. Prosto, ostro, tak jak trzeba. Potem niestety jest już troszkę słabiej, ale miłe wrażenie się utrzymuje. I właściwie trudno napisać o płycie coś więcej, co nie brzmiałoby banalnie. Bilans wad i zalet pojedynczych utworów – a zdarzają się między nimi kiksy, takie jak singlowy „Gnijący świat” – nie mówi nic o wartości dodanej, która tkwi gdzieś pomiędzy nimi i w kilku zgrabnych zwrotach, które spokojnie można zaliczyć do kanonu muńkowych cytatów.

W odniesieniu do jego tekstów zawsze używałem słowa „licealne”, co w moim słowniku jest epitetem z gruntu pozytywnym, odnosi się bowiem zarówno do tego okresu, gdy muzyka T.Love była mocno obecna jak i do faktu iż owe cytaty służyły mi – co jest właśnie domeną licealnego wieku – do opisu rzeczywistości a czasem nawet uczuć wyższych. O ile się na takie zdobywałem. I o ile ja już nie jestem w liceum, o tyle Muńkowi czasem udaje się do tej licealnej poetyki wrócić i poruszyć tę strunę. Czyli wychodzi na to, że rock and roll nie umarł.


  • RSS