roody102 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

zajaczek.jpg

Napisałem swego czasu, w nie wydrukowanym potem komentarzu – łatwo zresztą odgadnąć, że musiało to być pół roku temu – że mamy w Warszawie skrzyżowanie, na którym przez chwilę przystanęła cała Polska. To punkt, w którym przecinają się dwie stołeczne aleje – Jana Pawła II i Solidarności. Nie przeceniałem w owym tekście trwałości tego postoju, ale widok tamtej okolicy, całkowicie zastawionej płonącymi zniczami, wywarł na mnie spore wrażenie, nawet jeśli samej śmierci papieża szczególnie mocno nie przeżyłem, co wiązało się przede wszystkim z tym, że był to dla mnie okres intensywnej pracy, a nie z jakąś niechęcią czy cynizmem.

To wstęp do dywagacji na temat nazewnictwa, ważny o tyle, że będzie kontrapunktem dla tego, co dalej, czyli do opisu innego warszawskiego skrzyżowania. Nazwę ronda Ofiar Zbrodni Katyńskiej otrzymało ledwie kilka tygodni temu i stało się tym samym punktem na swój sposób centralnym, choć leży właściwie na peryferiach miasta, między Bielanami, Bemowem i Żoliborzem. Oto bowiem rozchodzą się stąd drogi na cztery strony świata, a gdzie nie pojechać, tam krew i pieniądze płyną wartkim strumieniem.

Ku północy ulica Generała Stanisława Maczka wiedzie ku ulicy Powstańców Śląskich i dalej do podupadłego już nieco Centrum Handlowego Bemowo, które ostatnimi laty dociążył potężny market i sąsiadujący z nim multipleks. Na wschód trasa Armii Krajowej i most Generała Stefana Roweckiego, Grota wiedzie nas ku Centrum Handlowemu Marki, gdzie liczba super i hipermarketów branż wszelakich przekracza moje zdolności pamięciowe kilkukrotnie. Na południe ulica Powązkowska, wzdłuż muru cmentarza Wojskowego a potem wzdłuż Starych Powązek z Aleją Zasłużonych wiedzie nas do ronda Zgrupowania Armii Krajowej „Radosław”, przy którym stoi, bodaj największe w kraju, Centrum Handlowe „Arkadia”, które swoim rozmiarem poniewiera klienta już na wejściu i wymiętego wypluwa przez wyjście, zazwyczaj kilka godzin później.

Nawiasem mówiąc poczyniłem tam ostatnio zatrważającą obserwację. W czasach studenckich Krakowskie Przedmieście w okolicy bramy Uniwersytetu miało to do siebie, że krążąc między głównym kampusem, biblioteką przy Traugutta i Instytutem Socjologii przy Karowej zawsze spotykałem czy to kolegów z roku, czy też dawno nie widzianych znajomych poznanych na innych etapach edukacji. Że znajomych ze studiów zastąpili mi znajomi z pracy, to rzecz normalna – że spotykam ich jednak w Arkadii, miast na Krakowskim Przedmieściu, to raczej spostrzeżenie smutne.

Wracając do ulic, to warto by dodać, że przy wspomnianym przed dygresją rondzie Zgrupowania Armii Krajowej „Radosław” łączą się ze sobą ulice Jana Pawła II i Księdza Jerzego Popiełuszki. Nietaktem byłoby chyba rozstrzyganie, która jest której przedłużeniem.

Tak jak za nietakt wielu poczytałoby mi przypominanie, że owo rondo nazywane od zawsze „babką” oficjalnie cieszyło się nazwą Ronda Babka bardzo krótko, a dziś mówi się na nie potocznie „rondo babki Radosława”. Z kolei ulica Popiełuszki z woli prezydenta Starzyńskiego nazywała się była ulicą Stołeczną, co również komuś przeszkadzało i dziś mówią się z kolei o „ulicy Stołecznej pod wezwaniem księdza Popiełuszki”.

Mniejsza o to – wracamy na rondo Ofiar Zbrodni Katyńskiej i kierujemy się na zachód, gdzie aleją Prymasa Tysiąclecia docieramy do ronda Zesłańców Syberyjskich, lecz nie wybieramy przedłużenia w postaci ulicy Bitwy Warszawskiej 1920 Roku, tylko skręcamy w Aleje Jerozolimskie, by znaleźć się między Centrum Handlowym Reduta (pośrednio biorącym swoją nazwę, a jakże by inaczej, od sławetnej Reduty Ordona) a Centrum Handlowym „Blue City” oraz kilkoma innymi super i hipermarketami w ilości porównywalnej z tą w Markach.

To oczywiście nie są wszystkie warszawskie przybytki handlu i usług ani też nie wszystkie ulice o nazwach związanych z traumami zbiorowej świadomości narodu. To po prostu tendencyjnie wybrane rondo i odchodzące odeń ulice, które potwierdza banalną prawdę, że Warszawa jest miastem kontrastów. Banalną, bo każde duże miasto jest ze swej natury miejscem pełnym kontrastów a ten między chwalebną przeszłością i komercyjną teraźniejszością zaiste nie należy do trudnych do dostrzeżenia. A jednak na co dzień jeżdżąc tymi rondami i ulicami do tychże centrów handlowych nie dostrzegamy go z taką mocą, jak o 5 rano pędząc pustymi ulicami o nazwach, na dźwięk których potrafią przejść dreszcze. Tylko czekać, aż ktoś zrobi autokarową wycieczkę tym tropem. Nie pozostanie mi wtedy nic innego, jak zgłosić się po procent z tytułu praw autorskich do tego pomysłu.

ufo.jpg

UFO nad Marymontem. To sensacyjne zdjęcie udało się zrobić o godzinie 6:20 nad jednym z warszawskich osiedli. Wojsko ani władze cywilne nie potwierdzają wykrycia UFO nad stolicą. Czy zdarzenie ma związek z wyborami prezydenckimi? Czy kandydaci są bezpieczni?

Prezydent stolicy, Lech Kaczyński zwierzył się w przypływie szczerości dziennikarzom „Gazety”, że tak po prawdzie, to Warszawa trochę go już znudziła i zmęczyła. Sądzę, że niemała liczba mieszkańców miasta rada byłaby odpowiedzieć „z wzajemnością”. Teoretycznie w niedzielę będą mieć po temu okazję. Tylko, że tak naprawdę mieszkańcy stolicy wybór mają pozorny. Bo gdyby chcieli przyjść swojemu prezydentowi w sukurs i odprawić z zajmowanego stanowiska, to, wbrew sobie, musieliby nań głosować. I tym samym przyłożyć się do obarczenia takim szybko się nudzącym prezydentem całego kraju, w tym, co gorsza, samych siebie. Z drugiej strony nie oddając głosu na Kaczyńskiego skazaliby go – i siebie – na trwanie w tym obu stronom niemiłym towarzystwie. I tak źle, i tak nie za dobrze. Jak wybrną z tego mieszkańcy stolicy, zobaczymy w niedzielę.

05.10.2005

mnich.jpg

Co przywiało buddyjskiego mnicha do Ikei w Markach? Nie wiem, choć bardzo mnie to ciekawi. Jaką drogę ma za sobą i dokąd zmierza?
Kupił dużo biletów, wszystkie skasował i pojechaliśmy na Bródno.
Taka karma.

25.09.2005

sting.jpg

Niewiele widziałem.
Niewiele słyszałem.
Nie podobało mi się.
150 tysięcy ludzi? Nie lubię już tłumów.
A sieci Orange zabrakło zasięgu.

24.09.2005

derby.jpg

Dziś derby. To widać.

23.09.2005

na_tylach_wroga.jpgPierwszy jest o losach czterech amerykańskich żołnierzy (w tym dwóch ze słynnej 101. Airborn), którzy cudem unikają rozstrzelania, gdy grupa jeńców zaczyna się szamotać z Niemcami, którzy ich pilnują. Kończy się ta masakrą Amerykanów niemieckimi karabinami mszynowymi (rzecz się dzieje zimą, na pograniczu Francji, mniej więcej wtedy, gdy kompania E broni się w lasach pod Bastogne). We czterech na tyłach wroga, z jednym karabinem. Jeden ma kłopoty z głową, bo zmasakrował grupę cywili niechcący i oni mu się w tym lesie pojawiają a reszta też taka średnio kumata. Znajdują angielskiego pilota z dokumentami, które są super ważne i próbują się przebić do swoich (żołnierze, nie dokumenty). Niestety, film trochę bardziej o duchach z lasu niż o wojnie a na tle „Kompanii Braci” próby pokazania, jak miedzy żołnierzami tworzy się więź wypadają skromnie, blado i plastikowo. Sceny batalistyczne też bez rewelacji. Słowem nie warto sobie psuć dobrego słabszymi filmami, po lepszych. Taka lekcja.

Na tyłach wroga
Saints and Soldiers
USA, 2003
Reżyseria: Ryan Little
Scenariusz: Geoffrey Panos, Matt Whitaker
size>

ciemnoniebieski_swiat.jpg

„Ciemnoniebieski świat” to z kolei propozycja dla par: dramat z wojna w tle. Przyjaźń, miłość, zdrada, etc., wszystko wplecione w losy czeskich lotników, którzy po zajęciu kraju przez Niemców uciekają do Anglii. Czyli wojna pokazana, tak jak lubią amerykanie. Z tym, że opowiedziane z goryczą, bo z perspektywy komunistycznego więzienia, w którym dogorywają politycznie niedopasowani – lotnicy, którzy walczyli nie po tej stronie. To chyba wątek, którego zachodni widz do końca nie zrozumie – polski raczej bez problemów. Jedynym człowiekiem, który do weteranów odnosi się po ludzku jest były lekarz SS, który za swoje winy pracuje teraz jako lekarz więzienny. Film zrobiony z rozmachem, ale bez przesady. Nasuwa się porównanie z „Peral Harbor”, ale tu znaczniej mniej słodyczy i łzawego patosu. Czeski dystans do rzeczywistości wychodzi filmowi na korzyść. Amerykanie by ten scenariusz zabili, to na pewno. Jednak pod względem poziomu produkcji, montażu, dźwięku i efektów specjalnych jest to film na światowym poziomie, o czym zresztą świadczą liczne nagrody i gdyby coś takiego zrealizowano w Polsce, to byłbym pewnie wielkim entuzjastą. Jest w tym odpowiedź na pytanie, dlaczego o polskim udziale w II wojnie światowej świat nie pamięta.

Ciemnoniebieski świat
Tmavomodrý svet
Czechy, Wlk. Bryt., Niemcy, Dania, Włochy, 2001
Reżyseria: Jan Sverák
Scenariusz: Zdenek Sverák
size>
face>


  • RSS